Kowal
#1
[Obrazek: pqOgkbs.png]


Pośród bagiennych oparów da się zauważyć szare smugi, podduszającego dymu, który swobodnie unosił się w powietrzu, by po chwili zniknąć z oczu obserwatora, pozostawiając po sobie jedynie, charakterystyczny, nieprzyjemny zapach. Każdy w obozie wiedział, czyja to zasługa. Obozowy kowal, choć bardziej człowiek umiejący uderzać w kowadło pracował w kuźni od rana do południa, robiąc przerwę, na tak zwanego bucha bagiennego ziela, które po prostu ubóstwiał i palił nałogowo od początku pobytu w gigantycznym więzieniu. A skoro mowa o początku..

-----------

Padał deszcz, na niebie co kilka chwil przemykała biała błyskawica, rzucająca na szarą kolonie, świetlne barwy. Nikt tego jednak nie obserwował. Na pewno zresztą nie ludzie z Kolonii Górniczej, bo im już dawno zatarła się granica między naturalnymi rozbłyskami świetlnymi podczas burzy i magicznymi wytwarzanymi co chwilę przez barierę. Tuż, przed legendarną już w miasteczku Khorinis skarpą, przystanęła zbrojna eskorta z mężczyzną w żółtym sięgającym do ziemi surducie. Prowadziła trójkę więźniów. Wychudli wyglądali bardziej jak chodzące manekiny do badań alchemicznych. Rozpoczęła się nudna i przydługa ceremonia. Sędzina cedził słowa, jakby pierwszy raz czytał owe pismo, choć przecież wszyscy tam obecni wiedzieli, że robił to nie pierwszy już raz. Gdy już skończył, strażnicy zabrali się do roboty. Jeszcze kilka spojrzeń i machina ruszyła. Pierwszy mężczyzna z krzykiem przebił się przez barierę i wylądował z pluskiem w wodę. Drugi przez chwilę się opierał, krótkie uderzenie skutecznie wybiło mu pomysł buntu. Bezgłośnie został wrzucony do kolonii górniczej. Ach.. tak. Ostatni, trzeci więzień, prezentował się mizernie, lecz najlepiej z całej trójki. Był mężczyzną o dość gigantycznej aparycji. Górował nad strażnikami i sędzią, wyraźnie i nie planował tego ukrywać, co chwilę coś burcząc, gdy próbowano go zachęcić do wykonywania poleceń. Głowę miał łysą, wyraźnie ogoloną niedbale, tępą brzytwą, bo było widać liczne blizny na kości czołowej i potylicznej. Blade, szarawe usta okalał brudny zarost, który być może kiedyś kolorem był podobny do kory drzewa. Gdy strażnicy, losowali, który zachęci go do skoku, bo o zrzucaniu nie było tutaj mowy, ów więzień, sam podszedł do skarpy i niczym szczupak rzucił się do wody. Zdumieniu całej trójki oprawców nie było końca jeszcze przez wiele, wiele minut. Gdy otworzył oczy, ku jego zdziwieniu nie spotkał nikogo, kto by się nim zainteresował. Co prawda, po jego prawej stronie znajdowała się jakaś postać odziana w czerwony, delikatnie zaniedbany kubrak, jednak nie podejmowała żadnej próby interakcji z nim. Samego niego do rozmowy z podejrzanym typkiem zniechęcała leżąca i wijąca się z bólu postać więźnia numer dwa. Więźnia numer jeden nie było widać wcale. Albo uciekł, albo został w wodzie i wypłynie za parę godzin. Powoli, niezdarnie podniósł się z wilgotnej ziemi i rozejrzał jeszcze raz tym razem uważniej. Spostrzegł ścieżkę prowadzącą przez przesmyk, a dalej bramę z dwoma "czerwonymi". Po jego prawej, tam gdzie stał podejrzany typek, spostrzegł dwóch kolejnych, którzy zjadali go wzrokiem. Poczuł dziwny niepokój. Jeden z nich wyciągnął nagle obuch i skierował się w stronę osiłka. Ten pomimo początkowej chęci ucieczki, pozostał na swoim miejscu i postanowił walczyć. Gdy czerwony znalazł się w odległości trzech metrów, gigant zaszarżował i od razu dostał obuchem w głowę, a po chwili kilka kopniaków na dokładkę. Przez mgłę, pamięta, że gwoździem wbito mu kartkę w prawe ramię. Gdy się obudził, zmierzchało już, choć z uwagi na oświetlenie owego miejsca, było w miarę jasno. Bezgłośnie wyjął gwóźdź wraz z delikatnie zamoczoną w krwi kartkę, po czym zaczął czytać. Pomimo tego, że na czytaniu nie znał się za dobrze, dowiedział się paru przydatnych rzeczy. Cóż, według pisarza, adresat był śmieciem i ma w trymiga pędzić do Starego Obozu. Wielkolud burchnął coś pod nosem i wstał, po czym skierował się ścieżką do Starego Obozu. Drogi nie pamiętał. Wiedział, że w jego prawą rękę wdało się zakażenie, a w pobliżu mostu stracił przytomność. Obudził się następnego dnia. Myśli kłębiły się w jego głowie.
- Mysl duży, mysl..
Nie czuł już praktycznie lewicy, więc sytuacja była krytyczna. Poza tym końcówki jego palców zaczęły siniec, co wskazywało na martwice, choć tego akurat "Duży" nie wiedział. Postanowił dokonać aktu desperacji, wyjrzał zza swojego kamulca i spostrzegł dwóch "czerwoniaków"
- Czerwoniaki zrobili, czerwoniaki pomogą. - pomyślał wtedy, Duży, po czym zdjął swój pas i założył prowizoryczną opaskę, bowiem wbrew pozorom nie był wcale tak głupi, na jakiego się wydawał. Podniósł się i niemal w agonii rzucił się na dwóch strażników, którzy od razu chwycili po ostrza. Parę sapnięć, przekleństw i było po sprawie. Ręka wielkoluda leżała obok, drgając jeszcze i plując krwią. Sam osiłek trzymał się dobrze, mimo bólu, dał radę jeszcze zbiec, rzucił się do wody i płynąc z prądem. Woda wyrzuciła go na brzeg, zielonkawej od glonów plaży, o dziwo nienawiedzanej przez wielkie jaszczury. Rana po gwałtownej amputacji niemal przestała już krwawić, nie zmieniało to jednak faktu, że "Duży" umrze, jeśli nie otrzyma pomocy medycznej i on sam o tym doskonale wiedział. Mimo to nie walczył już, położył się i leżał tak, wpatrując się w niebieską kopułę.
- Szybkie, szybkie konanie — powtarzał pod swoim wielgachnym haczykowatym nosem. Wtedy usłyszał kroki. Jak wygłodniały pies, który prosi o jedzenie, ostatkami sił przewrócił się na brzuch, oparł podbródek o piach i starał się wyostrzyć swój wzrok tak, aby zidentyfikować, postać idącą w jego kierunku. Jego mózg skojarzył fakty. Brak czerwonego, brak zagrożenia. Gdy tajemnicza postać była już kilka metrów od jego wielgachnego ciała, oczy zaszły mu mgłą. Stracił przytomność. Gdy otworzył oczy, nie czuł już bólu, nie czuł się jednak również normalnie. Rzeczy wirowały, wszystko było takie zielone, a on sam wykonywał ruch powoli.
- Moja ręka, co ja myślałem, kiedy próbowałem zabić tych stra... - zatrzymał się wpół słowa. Od urodzenia nie potrafił złożyć zdania. - Stół z powyłamywanymi nogami - powiedział bez zająknięcia. - Na wszystkich bogów ! - wstał gwałtownie i postanowił wyjść z chaty. Delikatnie się chwiał, choć tego nie wiedział, oczy miał czerwone, a zęby delikatnie szare od bagiennego ziela, które mu podano. O dziwo jednak, samo ziele nie wpłynęło na część odpowiednią za wysławianie się i myślenie, nie, wpłynęła, ale zamiast ogłupić naprawiła usterkę wywołaną przy narodzinach "Dużego". Postanowił się pospacerować. Od razu poczuł się w tym miejscu jak w domu. Był pod wrażeniem, jak szybko kojarzy fakty i jak wyraźnie widzi ludzi i przedmioty, nawet jeżeli delikatnie rozmazanych.

----------

Od tamtej pory, Tret, bo tak postanowił się nazwać, nałogowo zaczął palić bagienne ziele, nie dla ukojenia, a dla naprawy swojego mózgu. Kto wie, być może gdyby nie ziele, nigdy nie zostałby kowalem. Kowalem wyjątkowym, bo nie miał przecież lewej ręki. A właśnie...

Jak co tydzień, grupa dwudziestu akolitów, bądź jak kto woli nowicjuszy wyruszało w kierunku bagien, aby pozyskać bagienne ziele. Tym razem jednak nie przewodził im opiekun, a zwykły kowal, który jednak miał w niedługim czasie zostać opiekunem. Cel był jasny, droga niekoniecznie, bo jak wszystkim wiadomo, bagna to zdradliwe miejsce. Mimo to nowicjusze raźnie zabrali swoje oporządzenie, na które składał się sierp, kosz i jeden skręt. Dla obecnego tam Treta, było to wiadomość niezmiernie miła, bowiem dzięki temu nie musiał się martwić o czasowe ograniczenia jego umysłu. Po paru dłuższych chwilach nowicjusze ruszyli w zwartej grupie na bagna. Przewodzący im kowal, był barczysty, przy pasie trzymał wielgachny miecz, dzięki czemu atmosfera w gronie nie była zbytnio napięta. Ścieżka była w miarę spokojna, spokojna przynajmniej na standardy bagna, bo paru nowicjuszy utknęło w mule i reszta musiała ich wyciągać. Gdy wreszcie dotarli na miejsce, rozpoczęła się już raczej rutyna. Pięciu patrzyło okolicę, piętnastu pracowało w pocie czoła. Tret mimo swojego kalectwa radził sobie całkiem nieźle ze względu na swoją niesamowitą, jego zdaniem, uniwersalną i po prostu doskonałą drewianą protezę. Cóż, ciężko nazwać taką protezę czymś doskonałym, ale na pewno ułatwiała osiłkowi życie. Podczas ścinania łodyg, Tret zazwyczaj się wyłączał. Czasami nawet w ogóle, nie zażywał bagiennego ziela, bo umiejętność rozmowy i jako taka jasność umysłu nie było mu potrzebna. Myślał tak sobie nad dzisiejszym obiadem. Planował niezwykłą jajecznicę z jaj ścierwojada doprawioną bagiennym zielem. Nagle jednak krzyk wyrwał go ze swoich zamyśleń. Wielki wąż błotny sunął w ich stronę z zawrotną prędkością. Kowal krzyknął tylko.
- Zbierać towar i idziemy !
Rozpoczęło się nerwowe uwijanie, ktoś przewalił kosz pełny bagiennego ziela, wysypując część towaru, ktoś się potknął, ktoś, tak jak na przykład Tret obserwował wielkiego węża, który stawał się większy z każdym biciem serca. Gdy wszyscy byli gotowi do wymarszu, rozpoczął się bieg. Nowicjusze wyglądali komicznie, gdy skakali przez bagienną wodę, hałasując chyba na całą kolonię górniczą. Wszystko skończyłoby się dobrze. Huph, pamiętacie jak, mówiłem o mule ? Oj tak. Tutaj wielka postura kowala, który opiekował się nowicjuszami, nie pomagała, gdy piątka najsilniejszych nowicjuszy, w tym Tret, próbowała wyciągnąć przewodnika. Gdy wielgachny wąż błotny był już w niebezpiecznej odległości, cała dwudziesta rzuciła się do ucieczki. Za swymi plecami słyszeli tylko krzyk ofiary.
- Wracajcie tu ! Na Śniącego, błagam was ! W R A C A... bufgl-to był ostatnie słowa, które słyszała grupa nowicjuszy.
Tamtejszego dnia zginął kowal, a zaginęło kilku nowicjuszy, którzy niefortunnie utknęli w mule. Nerwowo rozpoczęło się poszukiwanie kowala. Tret, mimo że faktycznie kowalem nie był, był czeladnikiem owego nieboszczyka. Dzięki temu miał predyspozycje do zostania obozowym kowalem i ich nie zmarnował. Z czasem nawet, zdołał dojść do pewnego poziomu, swoich pracy. Od tamtej pory, od rana do późnego wieczoru w Obozie na Bagnach słychać było uderzenia młota i czuć dym paleniska, a no tak. Przecież jeszcze bagienne ziele.



----------

Bagienna kuźnia działa typowy. Obejmujący swą opieką kowal Tret, codziennie produkuje niezliczone ilości sierpów i siekier, a od czasu do czasu wykuje również jakiś miecz, który znakuje specjalnym znakiem, który umieszcza na klindze. Jest to niewyraźnie wykonany skręt oraz litera T, co ma dać do zrozumienia, że broń została wykonana przez Treta. Tutaj jednak kończy się normalna część kuźni. Dopóki Tret jest pod wpływem bagiennego ziela, kuźnia pracuje normalnie, dziwne rzeczy zaczynają się jednak, gdy Tret nie zapali, bo albo nie ma dostępu do bagiennego ziela, albo w swojej głupocie zapomniał skrętów z chaty i jest zbyt leniwy by udać się po nie. Wtedy rozpoczynają się pieśni o jednorękim kowalu, pieśni warto tu wspomnieć niskiej jakości, często stworzonej z paru niepoprawnie złożonych zdań. Wystukiwanie na kowadle rytmów rodem z opowieści o orczych szamanach. I wysyłanie dymnych znaków z paleniska, pozbawionych jednak sensu, bo często jest to ciąg liter "GWTR". Chodzą również słuchy, że on sam dodaje bagienne ziele do stopu stali z której później przygotowuje broń. Kuźnia znajduje się w centralnej części obozu, co jeszcze bardziej szkodzi mieszkańcom obozu, szczególnie podczas śpiewów. Jej wyposażenie jest podstawowe i raczej nie przypomina profesjonalnej miastowej kuźni, jednakowoż dla wielkoluda w zupełności to wystarczy. Kuźnia, reasumując zajmuje się :
  • produkcją narzędzi pracy jak sierpy, siekiery, łopaty itp.
  • produkcją broni białej, bądź obuchowej z metalowymi elementami,
  • produkcją różnorakich części naprawczych
  • produkcją rzeczy codziennego użytku.
  • tworzeniem podstawowych protez metalowych, które jednak nie są w pełni bezpieczne i ich używanie, może skutkować bólem i dyskomfortem. 
------------


[Obrazek: 0OmxDtC.png]


Witam wszystkich, zarówno czytelników, jak i nie czytelników ! Jak widać, występuje z inicjatywą odgrywania postaci kowala w Obozie na Bagnie. Być może forma kuźni nie jest jakaś wyjątkowa i nie powala pod względem "soczystości" planu na grę i nawet intrygująca (moim zdaniem) postać kowala nie rekompensuje płytkości samej kuźni. Liczę, jednak, że to właśnie ta zwyczajność, wpłynie pozytywnie na ostateczny werdykt oraz napędzi grę In Character na samym początku. Plan na grę kowalem jest prosty. Wykorzystuje dziwaczności mojej postaci, jednocześnie pracuję normalnie ze względu na zwyczajność kuźni. Broń rozprowadzam po całej kolonii, głównie na Targowisko, być może w rejony Nowego Obozu, jeśli wybuchnie jakikolwiek konflikt pomiędzy NO/SO, SO/OnB. Prócz broni białej, produkuje również narzędzia robocze, choć raczej ich nie sprzedaję w dalszych krańcach kolonii (tutaj tak naprawdę wszystko zależy od stanu majątkowego postaci i ogólnej sytuacji na serwerze). Co do jakichkolwiek czeladników, uczniów, pracowników, odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że tak. Wszelka forma interakcji z graczami, czy to z kopaczem z Starego Obozu, zbieraczem z Nowego Obozu, czy nowicjuszem z Obozu na Bagnie wpływa pozytywnie na sam silnik napędowy gry kuźni i wpływa pozytywnie na postać Treta, więc wcale nie wykluczam, że w kuźni OnB będzie pracował członek SO, lub NO, co, moim skromnym zdaniem, może wywołać niejednokrotnie komiczne sytuacje, kłótnie i swoiste "wydarzenia". Wychodząc już poza temat samej kuźni, chciałbym przeprosić za wszelkie błędy i literówki i prośbę, by jakiekolwiek błędy były podsyłane, aby kwestię języczką tekstu doprowadzić do jak najlepszego stanu. Dzięki ! /przez przypadek umieściłem w dziale projektów, zamiast aplikacji, proszę o przeniesienie do odpowiedniego działu.
  Odpowiedz
#2
Co do tekstu, to ma on dość dużą ilość błędów interpunkcyjnych, czasem brakuje ogonków w wyrazach, a czasem niektórych literek. Do tego jeszcze kilka wyrazów mógłbyś zastąpić innymi, bo powtarzają się w tekście jeden po drugim. Możesz wstawić to sobie w jakiś wykrywacz błędów online [klik]. Odnoszę takie wrażenie, że chyba źle rozumiesz pojęcie projekt IC - to nie ma być biografia, a po prostu schludna aplikacja wyjaśniająca czym twoja postać będzie się zajmować(co w przypadku kowala nie jest takie oczywiste, gdyż zależy od tego w czym się specjalizuje itp), twój pomysł na grę i różne takie inne aspekty które co prawda zostały za warte w podaniu. Ja na twoim miejscu podzieliłbym to na dwie części: aplikację, oraz osobno w dziale biografii historię twojej postaci. Mimo tego bardzo przyjemnie się czytało.
  Odpowiedz
#3
Akurat tutaj błędy interpunkcyjne są, owszem, ale przy natłoku tekstu nie rzucają się tak bardzo w oczy. Sporo napisałeś, jednak jakiekolwiek informacje zawarte w prosty sposób w podaniu możemy ujrzeć tylko w ostatnim akapicie. Jak zauważył kolega Smithu, Projekty bardziej celują w zaprezentowanie swojego projektu czysto OOC, opowiedzeniu na czym będzie się opierać i podaniu swoich pomysłów na grę. Ponadto kowal jest dość ważną osobistością w obozie, jakoby nie było, więc nie wiem czy ktoś nie będący w ekipie startowej może objąć tak ważną funkcję. Tym niemniej, aplikacja schludna, obszerna, historyjka ciekawa. Jednak czuje niedosyt, czegoś mi w całokształcie tego tekstu brakuje.
  Odpowiedz
#4
(08-01-2018 22:30)Smithu napisał(a): Co do tekstu, to ma on dość dużą ilość błędów interpunkcyjnych, czasem brakuje ogonków w wyrazach, a czasem niektórych literek. Do tego jeszcze kilka wyrazów mógłbyś zastąpić innymi, bo powtarzają się w tekście jeden po drugim. Możesz wstawić to sobie w jakiś wykrywacz błędów online [klik]. Odnoszę takie wrażenie, że chyba źle rozumiesz pojęcie projekt IC - to nie ma być biografia, a po prostu schludna aplikacja wyjaśniająca czym twoja postać będzie się zajmować(co w przypadku kowala nie jest takie oczywiste, gdyż zależy od tego w czym się specjalizuje itp), twój pomysł na grę i różne takie inne aspekty które co prawda zostały za warte w podaniu. Ja na twoim miejscu podzieliłbym to na dwie części: aplikację, oraz osobno w dziale biografii historię twojej postaci. Mimo tego bardzo przyjemnie się czytało.

Jeśli chodzi o samą biografię, rozumiem, o co ci chodzi. Ale. Na podstawie tego tematu http://www.gothicroleplay.pl/temat-Projekty-IC-Sekta, zrozumiałem, że gracze, którzy nie należą do OnB, muszą napisać opowiadanie. Postanowiłem zatem, że napiszę tutaj takie właśnie opowiadanie, jeśli nie o to chodziło, to oczywiście skoryguje tekst.
  Odpowiedz
#5
Bardzo dobrze zrozumiałeś, zurex, zażyczyłem sobie opowiadań Smile Co do formy aplikacji nie mam zastrzeżeń, tak miało być, może trochę bardziej powinno być to skoncentrowane na obozowym życiu.

Zanim rozpatrzę aplikację, chciałem zadać pytanie dodatkowe. Jaki stosunek Twojej postaci będzie do Śniącego? Jak wiadomo, nie mogę Cię przyjąć na członka Bractwa, a zatem będziesz (w razie akceptacji) kowalem bez żadnej rangi i statusu w Sekcie, co może powodować różne spięcia wewnątrz obozu. Czy zamierzasz być poganinem, wyznawcą bogów, czy raczej wyznawcą Śniącego mającym zamiar po pewnym czasie przystąpić do Bractwa?
  Odpowiedz
#6
Aleks, moim zdaniem to pytanie jest tak trochę bez sensu. Jeśli będzie jak to powiedziałeś "poganinem" otworzy wam to pewna furtkę w akcjach i możecie wysyłać do niego innych ludzi z bractwa by go nawrócili.
  Odpowiedz
#7
Skoro ma z nami zacząć grę od startu serwera, to jest jak najbardziej na miejscu, bo taką informację nasze postacie powinny już posiadać od początku. Przecież Aleksander nie nakazuje mu nic, tylko pyta.
To chyba logiczne.
  Odpowiedz
#8
(09-01-2018 23:00)Aleksander napisał(a): Bardzo dobrze zrozumiałeś, zurex, zażyczyłem sobie opowiadań Smile Co do formy aplikacji nie mam zastrzeżeń, tak miało być, może trochę bardziej powinno być to skoncentrowane na obozowym życiu.

Zanim rozpatrzę aplikację, chciałem zadać pytanie dodatkowe. Jaki stosunek Twojej postaci będzie do Śniącego? Jak wiadomo, nie mogę Cię przyjąć na członka Bractwa, a zatem będziesz (w razie akceptacji) kowalem bez żadnej rangi i statusu w Sekcie, co może powodować różne spięcia wewnątrz obozu. Czy zamierzasz być poganinem, wyznawcą bogów, czy raczej wyznawcą Śniącego mającym zamiar po pewnym czasie przystąpić do Bractwa?


Tret jest wyznawcą Śniącego. To raczej rzecz, która musiała się wydarzyć, skoro trafił do OnB i zamieszkał tam. Ma jednak, bardziej luźne podejście do wiary w niego i nie jest takim typowym fanatykiem, ale to marginalna informacja. Tret jest wyznawcą Śniącego mającym zamiar po pewnym czasie przystąpić do Bractwa.
  Odpowiedz
#9
Dobrze. Po namyśle podjąłem więc decyzję, aby przyjąć Cię do naszej kuźni Smile Z pewnym jednak zastrzeżeniem - ponieważ nie jesteś pełnoprawnym członkiem Sekty, Bractwo będzie darzyć Cię na samym początku nieufnością, będą krążyć pogłoski o Twoim pogaństwie, a Ty sam nie będziesz mógł wykonywać żadnej broni (jedynie narzędzia) aż do czasu, gdy zapracujesz sobie na nasze zaufanie :P Uważam, że tak będzie ciekawiej, a sytuacja stworzy okazję do mnóstwa ciekawych akcji i wydarzeń, tym bardziej, że chyba pojawi się konkurencyjny kowal, już bezgranicznie oddany Bractwu. Bardzo prosiłbym jeszcze podać id na discordzie, dodamy Cię do naszej konferencji!
  Odpowiedz
#10
Oczywiście. Tutaj Discord : zurex#4100
  Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości