Nabór!
#1
[Obrazek: kxvj2vR.png]


Ogłaszam nabór na wolne miejsca w ekipie startowej Starego Obozu. Każdy gracz może składać podania w tym temacie. Z podanek wybiorę osoby, które uzupełnią szeregi frakcji. Macie całkowitą dowolność wyboru kogo chcecie odgrywać w Starym Obozie. Jakie informacje należy zamieścić w podaniu?

  • Funkcja jaką gracz chce objąć.
  • Krótka historia postaci.
  • Pomysł na rozgrywkę i prowadzenie postaci.

Dodatkowo zachęcam do składania aplikacji na Projekty IC. Założyciele najlepszych z nich mogą liczyć na miejsce pośród czerwonych kubraków Starego Obozu.
Zachęcam również do pisania aplikacji na dzielnice - założyciele dzielnic wskakują na stanowiska Cieni Zarządców, równa się to sporemu payday za godzinę gry, co może znacząco ułatwić start! Wink


* * *

Podanka składamy do 15.01, wyniki ogłoszę tego samego dnia, bądź dzień później.

* * *
  Odpowiedz
#2
Komentarz został usunięty przez Vito.
  Odpowiedz
#3
[Obrazek: TRIXMmy.jpg]

Funkcje 
Cień, jeden z lepszych myśliwych w Starym Obozie, można rzec iż jeden z lepszych w całej kolonii, uzależniony od bagiennego ziela.

Historia: Higill wychowywał się w Khorinis, nie wspomina o swym dzieciństwie. Nie ma się co dziwić gdyż nie było ono za piękne, ojciec z rana wyruszał na polowania, które mogły trwać nawet kilka dni, matka była sprzątaczką u jednego szlachcica z górnego miasta, pracowała podobnie jak ojciec. Wracała po nocach żeby przygotować się do snu, a następnego dnia ponownie wrócić do żmudnej pracy... Higill wychowywał się z dwoma braćmi, Martinem i Pockiem, był on najmłodszy z całej trójki, bracia mieli swoje obowiązki. Opiekowanie się domem czy pomaganie w wyprawach ojca, więc dzisiejszy cień musiał radzić sobie sam. Błąkał się po dzielnicy portowej bawiąc się z tamtejszą młodzieżą, i nie wpłyneło to dobrze na niego, zepsuł się. Zaczął kraść, bić słabszych i spróbował alkoholu, nie widział w tym niczego złego. Rodzice nie wiedzieli ze ich syn zadaje się z łobuzami a braci nie interesował jego los. Tak gdy dorósł stał się jednym z większych bandziorów w mieście, włamywał się do mieszkań gdy inni już dawno spali, okradał przypadkowych obywatelów, nawet raz zdarzyło mu się pobić jednego handlarza, który wracał z farmy nieopodal miasta, zabierając mu przy tym cały towar. Gdy ojciec był w domu i nie miał żadnych zleceń albo chęci do polowania brał Higilla i uczył go swego rzemiosła. Wyszkolił go w strzelaniu z łuku, co prawda nie jest w tym taki dobry jak jego ojciec, ale umie zestrzelić cel z dużego dystansu, podczas treningów z ojcem nauczył się również skórować bestie i dowiedział się wiele o zwierzynie, wiedział która część jest jadalna, a która może spowodować że po prostu się zatrujesz. Jak trafił do kolonii? pewnego wieczoru, wraz ze swoją zgrają wtargli do jednego z domów w porcie, byli przekonani że będzie to szybka akcja i nie mają czego się obawiać. Byli przekonani że strażnicy nie zaglądają do portu, po wyjściu natknęli się na patrol, przypadkiem. Zaczął się pościg, banda Higilla postanowiła że się rozdzielą, strażnicy strzygli alarm. I tak zaczęła się latanina. Po kilkunastu minutach gdy dzisiejszy cień przebiegał przez uliczkę dostał bełtem w plecy, padł na ziemię a strażnicy zrobili swoje, pojmali go i wtrącili do lochu, jako iż w tamtych czasach za byle wykroczenie trafiałeś do kolonii tak stało się z Higillem, lecz to jeszcze nie koniec. Podczas gdy transportowano go i innych skazańców, konwój został napadnięty przez o dziwo jego zgraję, chcieli za wszelką cenę wydostać szefa z kłopotów. Lecz nie wiele to pomogło, zostali wybici a reszta, która przeżyła została z miejsca wzięta do kolonii, tak oto on i jego trzech kumpli, którzy już dawno nie żyją. Trafili do kolonii, gdy wrzucili go, jeszcze nie było podziałów na obozy, w zamku panował paladyn i jego sługusy, aż wszczął się bunt, który doprowadził przejęcie zamku przez skazańców, jako iż Higill był jednym z nich, i uratował skórę przed śmiercią skazańca, który był bliskim przyjacielem znanej persony. Został dość popularny, po kilku dniach od przejęcia zamku zdarł zbroje z jakiegoś martwego trupa i założył ją na siebie. Wraz z kilkoma innymi wnieśli pomysł do "Magnatów" o stworzenie "Cieni", ich pomysł został zaakceptowany a on sam został jako pierwszy jednym z nich, i tak jest do tej pory. Po jakimś czasie, gdy powstał Nowy Obóz i Sekta zapalił swojego pierwszego skręta, a potem drugiego, trzeciego i tak do dziś pali to gówno, stara się o dobre stosunki z bagniakami, bo tylko od nich może nabyć towar żeby zaspokoić swoją chęć zapalenia. Czasami chodzi na polowania i dostarcza skórę czy jedzenie. Sam ma chęć prowadzić warsztat łuczarski i produkować swoje strzały, wspomniane łuki i zbijać na tym fortunę. 

Pomysły na postać: Cóż, Higill to myśliwy, jak wyczytałeś z historii. Zna się on nie tylko na polowaniu lecz też na łuczarstwie, moja postać będzie "sprzedawcą" wszystkiego co upoluję, albo sama stworzy, będę ubiegał się o warsztat w Starym Obozie gdyż zamierzam stworzyć interes łuczarski, łuki się chyba przydadzą czyż nie? ano z moich materiałów czy wyrobów będzie co zarobi. Jak każdy skazaniec chce wydostać się na wolność, nie ma pomysłu jak to zrobić lecz wie że na pewno nie będzie próbował przechodzić przez barierę, jak robili to jego koledzy z Khorinis, no może i są poza barierą ale jako zwęglone trupy. Ja jako iż moja postać jest profesjonalistą w paleniu ziela i ma nieodłączną chęć robić to ciągle, lecz nie może z racji na swoje obowiązki. Będę starał się utrzymywać dobre stosunki z Obozem nad Bagnem. W sumie to chyba tyle, zwyczajny dowódca szajki tylko że w zbroi cienia i z łukiem na plecach... No i może z paczką zielska w torbie. Dalej rozwinę moją postać w grze, zobaczymy jak to się potoczy. Cześć.

Tu jeszcze na wszelki wypadek discord tag: #1820
Jeżeli moje podanie zostanie zaakceptowane napiszę,
podanie o warsztat oraz stworze KP w której uzupełnię
całą historię.
[Obrazek: PsqYruI.jpg]
Daj repe a nie skąpisz c*u*u
  Odpowiedz
#4
Usuwam bo tak.
// sygnatura zbyt duza
// nie wstawiamy gifów w sygnaturę
  Odpowiedz
#5
[Obrazek: lalus2.png]
"Laluś"
Funkcja jaką chciałbym objąć: Cień, chciałbym być odpowiednikiem "Złego" z Gothica 1. Osoba wpływowa i poważana w Starym Obozie.

Historia: "Laluś" urodził się na Wyspach Południowych, jednakże wychowywał się od najmłodszych lat w Khorinis, a konkretnie w Górnym Mieście, jako syn bogatych mieszczan. Ze względu na swoją pozycję społeczną jego życie było praktycznie "usłane różami" , nie zabraniano mu niczego, a wręcz przeciwnie, wszystko podsuwano mu pod nos. Nasz bohater od małego obracał się w towarzystwie najlepszych nauczycieli z kontynentu, których zapewniali mu rodzice. Wcześnie nauczył się czytać, czy biegle posługiwać orężem. Ponadto w wieku 12 lat posiadał wiedzę na temat otaczającego go świata, której mógłby mu pozazdrościć niejeden człowiek u schyłku życia, wszystko dzięki troskliwym rodzicom, którzy chcieli aby ich pierworodny wyrósł na porządnego człowieka. Mogłoby się wydawać, że wszystko idzie zgodnie z ich myślą, bo faktycznie tak było, ale do pewnego momentu. Warto dodać, że "Laluś" był wychowywany z dala od ludzi o niższej pozycji społecznej, czyli z dala biedaków, wieśniaków, rybaków, szumowin, czy prostych rzemieślników żyjących w Dolnym Mieście. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że żyją tam ludzie tego pokroju, ale nigdy nie poznał na własnej skórze klimatu tamtejszego życia, toteż pewnego dnia ciekawość wzięła górę i pod pretekstem zabawy z innymi dzieciakami udało mu się wymknąć do Dolnego Miasta.
To był zupełnie inny świat, budynki obrośnięte mchem, zapach ryb zmieszany z zapachem spoconych robotników i alkoholu. Spacerując po mieście trafił na stragan, jako, że był głodny wziął z pobliskiego stoiska z owocami jabłko i jak to miał w zwyczaju po prostu odszedł, bo przecież kto mu coś zrobi, w końcu był arystokratą. Niestety inne zdanie na ten temat miał właściciel stoiska, w mgnieniu oka doskoczył do dzieciaka i zdzielił go w głowę, że aż huknęło. Dzieciak runął na ziemię jak długi. Zdezorientowany, a jednocześnie przerażony bachor upuścił jabłko i uciekł w kierunku Górnego Miasta. Niewzruszony handlarz podniósł jabłko z ziemi, przetarł je i umieścił z powrotem na straganie. To była dla niego rutyna, codziennie biedne dzieci z portu podkradały mu owoce, i zawsze łapał je na gorącym uczynku. Założę się, że pod koniec dnia dumny kładł się do łóżka z myślą, że udaremnił kolejną kradzież. Jakież musiało być jego zdziwienie gdy nad ranem został wyciągnięty z łóżka i doprowadzony do Górnego Miasta przed oblicze rodziców owego dzieciaka. Padło tylko pytanie, czy to on wczoraj odważył się podnieść rękę na dziecko arystokracji, na nic zdały się tłumaczenia, że przecież ten dzieciak chciał go okraść, bla bla bla...to wszystko było nieważne zarówno dla oskarżycieli jak i dla samych strażników. Klamka zapadła. Publiczne wybatożenie. Wszystko odbyło się jeszcze tego samego dnia na placu wisielców w Dolnym Mieście. Na "wydarzenie" patrzyli wszyscy, nasz bachor też. Tego dnia "Laluś" zrozumiał, że jego pozycja społeczna pozwala mu na wszystko. Od tamtego wydarzenia minęło wiele lat, a nasz bohater konsekwentnie odwiedzał tamte okolice, nie po to by kraść owoce, wręcz przeciwnie, przychodził tam by "rozdawać ludziom pieniądze". Bardzo często oferował biedakom z portu pieniądze w zamian za to, że pobiją się między sobą i z zadowoleniem obserwował jak bardzo można się "zezwierzęcić", aby zdobyć pieniądze. Dla niego to było tylko kilka marnych złotych monet, a dla tamtych biedaków szansa na to by przeżyć kolejny dzień w tym parszywym świecie. Gdy już znudził go widok tarzających się w błocie portowych szumowin, poszedł krok dalej. Chodził po mieście i zagadywał do mieszczanek, a jako, że był przystojny i nie miał problemu z rozmową z kobietami to często takie rozmowy kończyły się w łóżku. Problem pojawiał się wtedy, kiedy któraś z wybranek odmawiała stosunku. Wtedy nasz "Laluś" po prostu je gwałcił, i tyle, no bo co te biedne mieszczki mogły zrobić? Powiedzieć, że zgwałcił je arystokrata? Pff, dobry żart, przecież wiadomo, że arystokrata nie zainteresowałby się kimś takim jak one. Wszystko układało się po myśli naszego arystokraty do momentu kiedy interesował się mieszczkami z Dolnego Miasta, jednak i to po pewnym czasie przestało mu wystarczać i zaczął gustować  w wyższych sferach, tudzież w bogatych mieszczankach i arystokratkach, tutaj sprawa już nie była taka łatwa, jak w przypadku innych kobiet, bowiem w przypadku odmowy "Laluś" nie miał pola do manewru, nie mógł ich zastraszyć, ponieważ to nie były byle "płotki", i mogły mu "napsuć wiele krwi". Wbrew pozorom kilka arystokratek udało mu się uwieść dzięki urokowi osobistemu, praktycznie to wszystkie oprócz jednej- córki gubernatora Khorinis, ta jako jedyna była niedostępna, poza jego zasięgiem. Skutecznie odmawiała mu raz po raz, a gdy jego nachalność zaczęła robić się niebezpieczna, powiedziała o tym ojcu, który zaniepokojny zawiadomił straż z Górnego Miasta, od tamtego momentu straże przed domem gubernatora podwoiły się, a sam "Laluś" nie miał do niego wstępu, również córka gubernatora poruszała się po mieście w towarzystwie strażników. To było dla niego za dużo, nigdy w życiu nikt mu nie odmawiał, a w tamtej chwili był zupełnie bezradny. Postanowił to zmienić, kupił najlepsze kwiaty, oraz zabrał butelkę najprzedniejszego wina- wina z Archolos, po czym ruszył w do domu gubernatora i ze skruchą wymalowaną na twarzy poprosił o to, żeby go wpuszczono, ponieważ chce przeprosić za swoje niedopuszczalne zachowanie. Gubernator mu uwierzył, i nakazał go wpuścić, po czym odwołał służbę i zasiadł wraz z nim i córką do stołu w salonie. Gubernator pochwalił "Lalusia" za dobór wina i przyjął jego "szczerze" przeprosiny, po czym nalał całej trójce wina i wzniósł toast wskazując na naszego bohatera: "Twoje zdrowie". "Oj nie nie, wasze zdrowie, do dna" odpowiedział przystojniaczek uśmiechając się nieznacznie. Kilkanaście minut później było już po wszystkim, zarówno gubernator jak i jego córka leżeli spokojnie w fotelach,martwi. Biedacy, gdyby tylko wiedzieli, że wypili truciznę. A "Laluś"? Nasz piękniś zażył antidotum zanim skosztował tego przedniego trunku. Oczywiście nadrobił również zaległości, jeśli chodzi o córkę gubernatora. Tak, macie rację, ten pierdolony świr odbył stosunek z trupem. Gdy już się zadowolił, ubrał się, ułożył ładnie kwiaty w rękach sztywnej już córki gubernatora, poprawił jej włosy i powiedział "No widzisz mała, tak się opierałaś, a byłem Twoim pierwszym i ostatnim". Po czym opuścił dom gubernatora, mijając po drodze służkę niosącą pościel dla gubernatora powiedział jej, że zarówno gospodarz jak i jego córka "śpią jak zabici", po wypiciu wina z Archolos. Jako, że nasz przystojniaczek był całkiem niezłym aktorem, i czuć było od niego alkohol, to służka uwierzyła mu na słowo, pożyczyła dobrej nocy i stwierdziła, że skoro tak się sprawy mają, to zajrzy do nich dopiero rano. Mężczyzna dotarł do domu, położył się spać, po czym wcześnie rano, skierował się do domu sędziego, mijając po drodze tą samą służkę, która właśnie pędziła obudzić gubernatora i jego córkę. Uśmiechnął się do niej i życzył miłego dnia. Kobieta wyraźnie się zdziwiła tym, co o tak wczesnej porze robi tutaj arystokrata, ale odpowiedziała życząc mu tego samego, po czym zniknęła za rogiem. Potem wszystko potoczyło się szybko, "Laluś" powiedział sędziemu co stało się poprzedniej nocy, przyznał się do wszystkiego, opisał ze szczegółami to co zrobił. Wszystko się zgadzało, toteż nasz bohater szybko trafił do aresztu, nawet jego pozycja społeczna nie była wstanie uchronić go przed karą, która i tak była łagodna w porównaniu do czynu jakiego się dopuścił. Kilka dni w areszcie, proces, a potem zsyłka do Kolonii Karnej- miejsca, z którego się nie wracało. Rodzice mężczyzny na początku próbowali go z tego wyciągnąć, wydali fortunę, ale i to nic nie dało. Koniec końców pogodzili się z losem swojego pierworodnego, i od tamtej pory pewnie dzień w dzień zastanawiają się, co spowodowało, że ich syn stał się potworem. 

Nadszedł dzień w którym mężczyzna miał zostać zrzucony do Kolonii Karnej, stanął wraz z kilkoma strażnikami i sędzią na klifie pod którym rozpościerała się magiczna bariera, był podekscytowany, bardzo. Jego ekscytacja była tak wielka, że nawet nie słyszał, co wyczytuje sędzia, otrząsnął się dopiero wtedy, gdy sędzia skończył czytać wyrok, a strażnik stojący obok szturchając go rzucił w jego kierunku "Te, Laluś, teraz Twoja kolej, powodzenia." śmiejąc się przy tym szyderczo. Wtedy też narodził się jego pseudonim- Laluś.

Laluś trafił do Starego Obozu . Jako mądry i sprytny człowiek, wiedział obok kogo się "zakręcić" i co zrobić, aby zdobyć czyjeś zaufanie. W międzyczasie kilka razy dostał w mordę, "skasował" kilku ludzi, ale w sumie to nie było tutaj tak źle jak wszyscy mówili, co prawda nie było tutaj kobiet, ale nie samym seksem człowiek żyje, a jeśli już, to jak mówi stare przysłowie "Żeby życie miało smaczek, raz dziewczyna raz chłopaczek". Po kilku miesiącach został cieniem, a reszta? Reszta to już historia. 

Pomysł na postać: Tak jak wspominałem na początku, chcę być odpowiednikiem "Złego" z Gothica 1, po przeczytaniu historii(Tak wiem, jest długa) myślę, że każdy dojdzie do wniosku, że moja postać to "istny popierdoleniec" i taką postać też mam zamiar odgrywać, człowieka który jest nieprzewidywalny, jednego dnia może być miły,a drugiego urżnąć Ci nogi przy samej dupie. Oczywiście nie mam zamiaru wbijać CK na potęgę, po prostu chcę się wyłamać od schematu typowego cienia, do którego przychodzi kopacz po poparcie, a ten odpowiada mu "Zabij ścierwojada to udowodnisz swoją wartość", w moim przypadku jednego dnia mogę kogoś poprzeć tak po prostu, a drugiego dnia, mogę kazać komuś aby ubił smoka albo nie pokazywał mi się więcej na oczy. Mimo wszystko moja postać jest oddana Staremu Obozowi, i dzięki swojemu sprytowi często znajduje niekonwencjonalne, ale skuteczne rozwiązania z niektórych sytuacji. Myślę, że podołam wyzwaniu grania "postaci niespodzianki" i, że dzięki niepowtarzalności wniosę nieco swieżości do rozgrywki. To by było na tyle chyba Wink

  Odpowiedz
#6
[Obrazek: zmniej10.jpg]

                                                                                  (render by Belzebubby)
Morghul

Funkcja jaką chciałbym objąć: Znany cień, odpowiednik Rączki z Gothica 1. 

Historia postaci: A więc chcesz wiedzieć, jak tu trafiłem młody? Dobra, ale wpierw postaw kufel ciepłego piwa, bo trochę zaschło mi w gardle, a nim skończę, zaschnie mi jeszcze kilka razy. Już? Dobra, więc zacznę od samego początku. W Monterze dokładnie trzydzieści lat temu przyszedł na świat chłopak, syn krawca i karczmarki. Jak sam wiesz, przyszłość takiego chłopca nie mogła być przepiękna, a raczej szara niczym niebo w pochmurne jesienne dni. Mimo wszystko rodzice cieszyli się niemiłosiernie. Lata mijały, a ten mały łobuz rosnął i powoli nawet uczył się fachu swego ojca Ralpha. Swego czasu chłopak nawet się zakochał, ale co ja Ci będę pieprzył o tej lafiryndzie od kowala. Przejdźmy troszkę dalej, mianowicie do dnia, kiedy skończył lat szesnaście, tym samym wkraczając w dorosłość. Ooo, zabrakło piwa, daj no jeszcze jedno. Hmm… Gdzie ja to skończyłem? A tak, dorosłość zawsze jest czymś wyjątkowym w życiu każdego człowieka. Postanowił więc zapisać się do armii króla jako ochotnik. Rzecz jasna rodzina była pełna sprzeciwów, ale wtedy nie mogli już nic na to poradzić. Chciał po prostu zostać wielkim bohaterem, podobnym do tych, o których opowiadała mu niegdyś matka. Wtedy nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił. Pierwsze trzy miesiące uczono go trzymać miecz, tarcze, dyscypliny i tak dalej. Później zaś, wysłano go na front razem z całą armią generała, którego imienia już nawet nie pamiętam. Największe rozczarowanie wzbudziła w chłopaku pierwsza bitwa, gdzie zamiast chwalebnych czynów było błoto, krew, krzyki, płacze i dodatkowo strasznie śmierdziało gównem. Zapragnął wrócić i nadal wieść spokojny żywot, ale dobrze wiedział, że wtedy czeka go jedynie wysłanie do kolonii lub szubienica, bowiem dezerterów traktowano na równi z gwałcicielami, złodziejami, mordercami. Maszerował więc coraz dalej w głąb kraju, tracąc kolejnych przyjaciół i stając się coraz obojętniejszym i żądnym krwi skurczybykiem. Trzy lata po wstąpieniu w szeregi armii króla, został przydzielony do grupy zwiadowczej. Zawsze miał smykałkę do cichego poruszania czy też otwierania zamków. Prawdopodobnie zawdzięczał to posturze ciała i precyzyjnym dłonią krawca, zresztą sam widzisz, jak wyglądam. Cały ten awans nic mu nie dał, bo dwa miesiące później byli oblegani w Trelis przez następne cztery miesiące, a może dłużej, bo po czterech miesiącach wylądował tutaj. Już Ci mówię dlaczego, ale wpierw łyknę. Achh, wyborne piwo młody. Wylądował tutaj, zaraz po kradzieży jedzenia od swojego dowódcy. Wszyscy wtedy głodowali, więc postanowił co nieco podwędzić porucznikowi, ale na jego nieszczęście pierwszy raz go nakryto. Szybko znalazł się na statku, który zmierzał do Khronis, a stamtąd od razu wysłano go do kolonii karnej. Nigdy nie zapomniał pierwszych kilku tygodni. Czasem myślał już, że nie da rady, królewscy wyciskali z nich ostatnie siły tylko po to, aby wykopali jeszcze więcej rudy do walki z tymi stworami. Mało obchodziło ich pochodzenie, to co kiedyś robiłeś czy za co tu trafiłeś. Miałeś pracować, dopóki plecy nie odmówią Ci posłuszeństwa, a twoje ciało nie przyozdobi jednego z korytarzy kopalni. Zresztą heh, kopacze nadal mają przesrane. Poznał wielu innych chłopaków, którzy zazwyczaj pracowali obok. Paru z nich niestety zostało pokarmem pełzaczy, a inni nie wytrzymali. Codziennie myślał o ucieczce, aż w końcu pewnego dnia ktoś wzniecił bunt i zwyczajnie obalił królewskich. Na jego nieszczęście nie brał w tym udziału i nadal pracował jako kopacz. Mimo wszystko w tym wszystkim znalazła się też dobra strona. Mianowicie, znajomy został cieniem za pomoc przy obaleniu dawnej władzy. Powiedział, że będzie mógł liczyć na jego poparcie, jeśli tylko przyniesie mu pewien naszyjnik, który nosi inny cień. Musiał wykazać się wielką cierpliwością, bowiem połowę swojej przepustki w obozie, spędził obserwując cel. Któregoś wieczoru na targowisku, dość duża grupa cieni urządziła sobie popijawę i, to był właśnie klucz do sukcesu. Cierpliwie czekał, aż delikwent zachleje się w trupa i najzwyczajniej w świecie postanowi pójść spać. Gdy już tak się stało, otworzył drzwi jego chatki przy pomocy wytrycha, wcześniej odebranego innemu kopaczowi. Najwięcej trudu i tak sprawiło mu same odebrane naszyjnika. Skurczybyk nosił go na szyi. Korzystając z faktu, że jest pijany, delikatnie przeciął rzemyk naszyjnika, odbierając go właścicielowi. Co najlepsze, drugie poparcie dostał za podkablowanie, kogo widział z owym naszyjnikiem, prawowitemu właścicielowi. Musiał nieźle się nagimnastykować, by jego „przyjaciel” uwierzył w wersję, iż to na pewno ktoś inny doniósł ofierze kradzieży i nie cofnął swego poparcia. Trzecie zaś było proste, musiał tylko pomóc jednemu z myśliwych, przy dostawie mięsa. I cóż, później również i ja zostałem cieniem. To by chyba było na tyle. Poznałeś już historie Morghula. Pamiętaj, w kolonii nikomu nie można ufać, młody.

Pomysł na rozgrywkę: Morghul będzie człowiekiem, którego kolonia zmieniła w kogoś zupełnie innego. Przed trafieniem do niej był dość „honorowym” człekiem, ale teraz sprzedanie „przyjaciela” dla własnych korzyści nie będzie wydawało mu się czymś nadzwyczajnym, o czym świadczy końcówka historii. Będę starał się go przedstawić jako pijaczynę, awanturnika, ale z planem, który rzecz jasna ma go wynieść ponad wszystkich. Można, by go nazwać nieco Sparrowem. A jeśli miałbym porównać swoją postać do kogoś z serii, to zdecydowanie byłby to Rączka z Gothica 1. W tym miejscu warto poruszyć kwestie poparcia. Mianowicie, jeśli ktoś by po takowe przybył, to może liczyć na zadanie związanę ściśle z profesją złodzieja, kradzieże bądź też inne rzeczy. 
  Odpowiedz
#7
[Obrazek: CUZhhs5.png]
               
    Funkcja; Szkarłatny


Erik urodził się w maleńkiej mieścinie położone niedaleko miasta Puerto Isabella, we wschodniej części archipelagu wschodniego. Miasto leżało w sercu malowniczej okolicy charakteryzującej się życiem z bajki. Wiecznie na przekór innym, byle dać wzgardę temu co był inne - czarno białe i nudne. Puerto Isabella słynie równie mocno ze swojego wina jak i piractwa. Jego ojciec był kapitanem na okręcie Dumnej Caroline. Znany szerzej jako Rybie Oko - jeden z podoficerów pirata Grega. Erik pirat, przemytnik i lokalny rzezimieszek.  Nie jest pewne co dokładnie porabiał, zapewne przynależał do bandy ojca. Jednak nie został znaleziony na pokładzie gdy Dumna Caroline została pochwycona przez Dumę Myrtany i zatopiona. Jakiś czas później znalazł sobie zajęcie, w gildii kupieckiej. Wykorzystując swe talenty nieźle zarobił na przemycie intratnych towarów. Pewnego dnia niemal wpadł w ręce żołdaków, to też musiał salwować się ucieczką, aby ocalić skórę. Znalazł swą „bezpieczną” przystań w mieście Khorinis o ironio na wyspie Khorinis. Tam imał się praktycznie każdej pracy, przerzucanie gnoju na farmie Lobarta, pilnowanie owiec czy wyrywanie rzepy z pola starego pierdolca. Wino, winem popijał i chlebem zajadał. Można rzec o wspaniałych czasach gdy poobracał córkę farmera, tak przy okazji wspomnieć warto, że zmarła - biedaczysko wykończyła gorączka. To był krótki okres w jego życiu. Można rzec; Ten ostatni szczęśliwy. 

Pod barierę trafił w nieprzyjaznych okolicznościach, został oskarżony o zbrodnie jakiej nie dokonał. Bez względu na prawdę został wtrącony do górniczej doliny, inaczej zwanej kolonią karną, by spędzić tam resztę życia ryjąc w kopalniach magicznej rudy. Wielokrotnie wył z bólu nim nauczył się tego co w trawie piszczy aby poradzić sobie w kolonii karnej. Minęły miesiące, a nawet i lata nim zdołał zasłużyć na czerwone spodnie.

charakteru jest podejrzliwy, przezorny i sceptyczny. Odpowiedzialny i nade wszystko uparty. Buduje relacje z dystansem, raczej nie przywiązuje się do ludzi. Mówi niewiele ale za to z sensem. Kobiety są jego drugą stroną medalu, dla nich podejmuje ryzyko, postępuje irracjonalnie, wręcz głupio. 
    
          Spisał
- Dumny przyjaciel! Skiun. 
  dopisek; leży martwy w dolinie.

Pomysł na rozgrywkę i prowadzenie postaci; Erik tęskni za dawnym życiem, namiastką wolności - wytchnienia od obozowej zawieruchy. Szuka celu w życiu, błądzi po omacku będąc podatnym na wpływ innych skazańców. Większość dnia spędza w kopalni wydobywając magiczną rudę,  a wieczorami zagląda do obozowej karczmy gdzie lubi rozegrać jedną lub dwie partyjki w kości. Raczej stroni od alkoholu ze względu na słabą głowę - musi tego unikać ponieważ pod wpływem trunków robi różne głupstwa(W przedstawieniu postaci nie jest, to odnotowane). Moja postać nie będzie dążyć za wszelką cenę w górę hierarchii obozowej. Stara się pokazać od tej lojalnej strony na ile jest to dla niej możliwe. Kobiece postacie są dla niego wadą, potrafią wpłynąć na jego zdrowy rozsądek, więc raczej mogą wyniknąć z czasem z tego dość zaskakujące sytuacje. Podsumowując kluczowa dla tej postaci będzie początkowa faza gry, która ostatecznie ugruntuje jego życie i miejsce w świecie w jakim będzie mu dane się znaleźć. Będzie próbował poprawić swój los, ale co z tego wyniknie, przekonamy się w grze. 
  Odpowiedz
#8
Cornel, Chill, Morghul i Blizna - akceptuję, nie wymagam nadzwyczajnych podań na stanowiska zwyczajnych mieszkańców obozu.

Nabór na kapitana przedłużam do momentu, aż wpłynie coś ciekawego.
Na więcej podań o rangę szkarłatnego, cienia, czy strażnika również jeszcze poczekam, możecie je dalej składać w tym temacie.
  Odpowiedz
#9
Cassian

Funkcje: Szkarłatny - Drobny kupiec, cwaniak i świeżo upieczony złodziejaszek. 

Krótka historia: 
- ... no i się zgodziłem. Pięć tysięcy sztuk złota piechotą nie chodzi, nie? - Lopen pociągnął łyk piwa podczas gdy inni przysłuchiwali się raz jeszcze jego opowieści o tym jak trafił do Kolonii. - Danie, które zrobiłem paladynowi Serpico było wyborne, postarałem się, w końcu miał być to jego ostatni posiłek! No, a potem mnie złapali. Długo im nie zajęło połączenia faktów, że rycerz króla umarł tuż po spożyciu mojej zupy.
Zapadła cisza, która przerywana była cichym trzaskaniem ognia na kominku i kolejnymi pociągnięciami alkoholu z butelki. Gdzieś zza cienkich ścian baraku dało się słyszeć wieczorną krzątaninę obozu, która jednak różniła się od tej porannej swym natężeniem. Ktoś chyba próbował nawet swych sił w grze na lutni. Patt siedział w kącie izdebki i bawił się w wypuszczanie zielonego obłoczku dymu w taki sposób by tworzył on idealne okręgi. Wkrótce jednak przerwał ciszę zadając pytanie, które od dawna ich gryzło, a na które Cassian nie chciał odpowiedzieć.
- No, a ty Cas? Siedzisz sobie tu z nami, jesz smakowite udka przyrządzone przez Lopena, pijesz i palisz, a do tej pory nie powiedziałeś nam za co tu wylądowałeś. Więc?
- W tak doborowym, kolonijnym towarzystwie aż strach się przyznać. Mamy tu truciciela, całą rzeszę morderców, złodziei, drobnych przestępców i mnie... - Cassian zawahał się, ale zdecydował się zdradzić w końcu mroczne sekrety swojej przeszłości. - Wiecie już, że pochodzę z kontynentu. Montera była moim rodzinnym miastem, tam się urodziłem, wychowałem i tam zostałem wtrącony do więzienia, z którego później zostałem tu wywieziony. Mój dziadek, ojciec i matka należeli do drobnomieszczańskiej klasy, która zajmowała się handlem toteż i ja zająłem się nim w młodym wieku. Nic w tym niezwykłego, normalnym jest, że dzieci przejmują pałeczkę po swoich rodzicach... - Cas pociągnął łyk piwa nim kontynuował swoją opowieść. - Wiecie, może nie było lekko, ale miałem zdecydowanie lepsze warunki niż jakieś portowe popaprańce z Vengardu lub Khorinis. W każdym razie rodzina miała stosowne środki utrzymania i mogła mnie wykształcić, oczywiście stosownie do mojej pracy... Wraz z wiekiem dochodziła coraz większa odpowiedzialność za rodzinną działalność, a w końcu sam zacząłem prowadzić nasz interes. Wiecie jak to jest w handlu, nie? Tu kupiłem żywność z farm, tam się ją sprzedało, czasem sprowadziło się jakiś towar z dalszej okolicy lub trafiło się na wyjątkową okazję, która zapewniała większy przepływ złota. Nie byłem jakimś handlowym magnatem, ale nieźle sobie radziłem...
Cassian zamilkł i zatopił się we wspomnieniach minionych dni. Przypominał sobie mury i wieże swego miasta, do tej pory przed oczami majaczyły mu zielone lasy i pastwiska Myrtany, a także złote kłosy zboża, które uprawiane były w cieniu miejskich murów. Gdzieś tam, głębiej w lasach, mieli swoje chaty myśliwi, którzy zajmowali się drobnym łowiectwem. Nie było tam wielu niebezpiecznych zwierząt, ale wciąż można było się natknąć na sarny, dziki, a czasem i wilka lub cieniostwora. Wtedy jednak robiono wielkie gonitwy, w których brali udział miejscy patrycjusze, a zdarzało się, że przybywał tu i sam król, który chciał zażyć odrobiny odpoczynku od dworskiego życia. Wtedy życie w Monterze nabierało jeszcze więcej koloru, a handel kręcił się jak nigdy. Vengardzkie szychy płaciły każdą cenę za towary, które normalnie można było kupić znacznie taniej, ale skąd mogli to wiedzieć? Nie wiedzieli oni nic o trudach codziennego życia, a pieniędzy mieli jak lodu. Kilka lub kilkanaście sztuk złota więcej za butelkę wina lub kawał szynki nie robił dla nich żadnej różnicy.
- Potem przyszła wojna z orkami, a z nią jeden podatek wojenny, drugi podatek wojenny, podatek specjalny... - Cassian zaczął wyliczać na palcach kolejne podatki, których było doprawdy sporo. - I jeszcze podatek od mieszczaństwa, butów ze skóry i kilka innych. Można się w tym pogubić, mówię wam. No i pewnego dnia zapukali do mnie strażnicy miejscy, którzy oskarżyli mnie o posiadanie "wymiernych korzyści finansowych za oszukanie skarbu królewskiego na sumę stu sztuk złota". Stu sztuk złota! Rozumiecie? Zawsze płaciłem podatki! Nie mówię, że uważałem je za sprawiedliwie i przychodziło mi to z łatwością, ale jakoś mi się udawało. Oczywiście nie chcieli mnie słuchać, że nie wiedziałem o nowym podatku, że mogę go zapłacić i żeby się ulitowali. Prośby, groźby i próby przekupstwa na nic się nie zdały, zresztą te ostatnie doszły nawet do mojego aktu oskarżenia, który sędzia odczytał mi nim mnie tu zrzucono...
- Poważnie? - Patt ledwo zdołał wykrztusić jedno słowo.
- Może gdybyś nie starał się przekupić strażników, to by cię tu nie było... - Mruknął Lopen. - Wiesz, wytłumaczyłbyś się przed sędzią, opłacił zaległy podatek, sam nie wiem.
- Tak, z pewnością... Każdy przestępca, niezależnie od występku jakie popełnił, zsyłany jest do kopalń rudy. - Cassian chwycił butelkę piwa i wzniósł toast. - Za miłościwie nam panującego Rhobara II! Niech orkowie dobiorą mu się do dupska. - Pociągnął łyk piwa i mruknął na wpoły do siebie, a na wpoły do swych kompanów. - Nawet Gomez zdaje się być lepszy od tego robaka... Za Gomeza! - Cas wzniósł kolejny toast przy akompaniamencie chichotów swych kompanów.

Pomysł na rozgrywkę: Cassian, jako szkarłatny, będzie wypełniał swoje obowiązki - Rył w kopalni i starał się kręcić koło wpływowych Cieni by zyskać sobie ich przyjaźń i przychylność. Nie ma w tym nic dziwnego, nikt nie chciałby spędzić resztę życia w Kolonii wydobywając rudę. Jednak Cassian, jako osoba przedsiębiorcza, swe główne wysiłki będzie starał się koncentrować głównie na handlu, tym obozowym jak i kolonijnym. W końcu był i cały czas jest kupcem. Zdaje sobie jednak sprawę, że mogę mieć strasznie utrudnione życie z uwagi, że większość graczy woli handlować bezpośrednio towarem. Jestem jednak pewny, że jeżeli nie będę obracać towarem, to plotki z różnych obozów i zawarte przyjaźnie podczas podróży za rudą, mogą się okazać przydatne. Ostatecznie, jeżeli pomysł handlarza nie wypali, to Cas, będąc osobą przedsiębiorczą i elastyczną, znajdzie sobie inne zajęcie. Może przytuli się do jakiegoś rzemieślnika, dołączy do bardziej podejrzanych typów i postara się wkraść w ich łaski bądź... Bądź wymyśli coś innego co da mu zysk.
  Odpowiedz
#10
Qarder

[Obrazek: 6YGw8Ut.png]

Funkcja: Cień

Historia: Kiedyś wiodłem spokojne życie zwykłego myśliwego. Polowanie było moją największą pasją, tylko przy niej mogłem zapomnieć o otaczających mnie problemach i w pełni poddać się mej pracy. Miałem własną chatkę niedaleko portowego miasta Khorinis. W mieście nie miałbym zbyt dużo spokoju, ale dojdę wreszcie do sedna. Kolonia stała się moim nowym domem przez jedno z moich uzależnień, a mianowicie… Hazard. Tak, przez te gówno zadłużyłem się po uszy. W portowej karczmie zawsze można było zagrać z kimś w partyjkę  kości. Szczęście nigdy do mnie się nie uśmiechało, a dowodem na to były kolejne partie, które zbliżały mnie do bankructwa. Wziąłem pewnego razu pożyczkę od pobliskiego lichwiarza, gdyż chciałem się odkuć, odzyskać swoje stracone pieniądze i mieć coś jeszcze na plusie.  Jednak to był jeden z najgłupszych pomysłów jakie zrobiłem w życiu, a sporo ich było i pewnie jeszcze będzie. Znowu przegrałem wszystko, wszyściutko. Od tego wydarzenia wyglądałem i zachowywałem się jak ostatni wrak porzucony przez wszystkich marynarzy na świecie. Na domiar złego lichwiarz, u którego się zadłużyłem nasyłał na mnie swoich oprychów.  Domagali się zwrotu zapożyczonej kwoty, ale zazwyczaj kończyło się na pobiciu mnie i odebrania tego, co mam przy sobie. Koniec końców bałem się wracać do miasta, aczkolwiek by dalej żyć, niezbędne mi było sprzedawanie zyskanych dóbr w postaci trofeów ze zwierząt. W końcu zostałem wrobiony w kradzież jednego z kupców, no a później straż oczywiście mnie przeszukała i okazało się, że w lewej kieszeni trzymałem skradziony pierścień.  Reszty to można się już domyśleć, zamknęli mnie na parę dni, a następnie wrzucili mnie tutaj do Górniczej Doliny. Moje początki w niej były trudne. Klasyczne napierdalanie kilofem w bryłę, czy też inne robótki, która zażyczyła sobie władza ze Starego Obozu. W końcu udało mi się zyskać zaufanie i poparcia i stałem się jednym z Cieni. W dodatku w mojej głowie zrodził się pewien plan. Skoro straciłem życie przez hazard i nic do stracenia więcej nie mam, to czemu by nie przekształcić tego w coś więcej? Zdecydowałem się zostania organizatorem turniejów hazardowych. Raz na jakiś czas organizuje takowy i za wpisowe nieźle sobie dorabiam, no a rzecz jasna nie mam też nic przeciwko w organizowaniu zwykłych partyjek.

Pomysł na rozgrywkę: Tak jak można przeczytać w historii, będę grał myśliwego, który od czasu do czasu organizuje turnieje hazardowe. Będzie ono głównie polegało na tym, że uczestnik takowego turnieju płaci wpisowe, dajmy na to gdzieś tak… Czterdzieści bryłek rudy i zależne od liczby uczestników będą po kolei organizowane partyjki. Ten który pokona i wygra wszystkie swoje partyjki zgarnia pulę. Z grubsza to tyle.
  Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości